Mόj pierwszy w życiu blog, ktory ma mi slużyc jako tradycyjny, tak zwany intymny dziennik, w ktόrym zamierzam umiescic ważne dla mnie chwile- zarowno te dobre jak i zle. Skarbnica wspomnien, jak to sobie w duchu nazywam. Mam nadzieję, że po latach, kiedy do niej wrόcę, wrόcą także mile wspomnienia, o ktόrych pewnie normalnie bym zapomniala. Dobrze jest chyba miec wspomnienia- podnoszą na duchu kiedy jest nam zle i wydaje się że lepiej byc nie może... Zobaczymy jak mi pόjdzie :)
Monday, 1 November 2010
Wszystkich Swietych, czyli Haloween w Wielkiej Brytanii
W Wielkiej Brytani zawsze znajdzie sie jakis powod do swietowania i zrobienia mega balangi, po ktorej na ulicach jest brudno i tloczno od ludzi, ktorzy nie zdazyli dojsc do siebie w sensie doslownym jak i przenosnym...
Wiem, ze powinnam korzystac i bawic sie tak, jak to Anglicy potrafia (czyli po prostu upic sie), ale prawde mowiac nie bawi mnie to jakos szczegolnie i wole swietowac w skromniejszym i spokojniejszym gronie. Poza tym, w tym wieku kac staje sie bardzo nieznosny, uciazliwy i nielatwo po nim dojsc do siebie.
Tak wiec po wyjezdzie Olgi, ktora byla u mnie kilka dni, weekend spedzilam z najblizszymi mi tutaj osobami: Jo, Halil, Lily.
Zaczelo sie od wczesnej wizyty u Fryzjera Hari's Hairdressers na Kings Road razem z Suzie- ja poszlam do Jake-a, Suzie z kolei do Phu (wymawia sie jak Fu, co brzmi bardzo zabawnie. Sam Fu tez jest zabawny i slodki na tyle, ze ma sie go ochote zabrac ze soba do domu jako maskotke i postawic w kacie pokoju). Podcielam troszke krocej wlosy, Jake zrobil mi na glowie cos w stylu "artystycznego nieladu" i tak wyszlysmy na spotkanie Jo i Halila w Pain quotidien na wspolne sniadanko (dosc pozne sniadanko).
Jedzenie bylo pycha; Jo, Halil i ja zamowilismy po 2 jajka na miekko, a Suzie zamowila jajecznice- czyli same jaja ;)... Do tego przepyszny, francuski chleb, maslo i dobra kawa- niebo w gebie! I to rozumiem, po takim poranku czlowiek nie moze byc w kiepskim humorze, no chyba ze fryzjer zmascil Ci fryzure, ale w tym wypadku tak nie bylo.
Po poznym sniadaniu, albo jak kto woli brunchu rozdzielilismy sie z Jo i Halilem, poniewaz Jo miala spotanie z babka od lazerowego usuwania wlosow o 14h00 a ja chcialam isc do Goldenpoint kupic sobie dwa body, ktore nie dosc ze niedrogie to jeszcze na dodatek bardzo wygodne i praktyczne. Powrot do domu, po czym znowu wypad do Jo, tym razem do jej domu, aby jej pomoc malowac mieszkanie i przy okazji objesc sie ;) Troszke sie nameczylimy, ale efekt chyba nie byl najgorszy no i jedzenie, ktore mama Jo przygotowala bylo przepyszne! Na koniec posilku zjedlismy sery, ktore Olga przywiozla mi z Francji-troszke rozlazle,ale nadal bardzo pyszne!
W drodze powrotnej do domu, na przystanek odprowadzily mnie Jo z Lily; mialysmy bardzo nieprzyjemny widok w postaci pana na chodniku, ktorego cialo wyraznie dawalo wyraz niezadowolenia z powodu ilosci przyjetych plynow alkoholowych... I tak wlasnie minela moja sobota.
Niedziele cala spedzilam w zasadzie grajac w siatkowke albo robiac punktacje meczu siatkowki. W koncu wygralysmy jakis mecz! Nie bylo latwo, ale dalysmy im rade :)) Mecz zakonczyl sie dosc pozno, a po nim Laura wyciagnela mnie na drinka, a nawet dwa, ale coz, raz sie zyje, a poza tym to przeciez Haloween- nie napic sie chociaz jednego kielona w taki dzien, to tak jakby w Polsce nie zapalic ani jednego znicza w Dniu Wszystkich Swietych...
