Styczen 2011 roku i tak wlasnie minely trzy miesiace od ostatniego postu, ktory zamiescilam na tym wlasnie blogu, a mial to byc dzienny blog...
Ech, co to byl za rok 2010!.... Wiele sie dzialo, przez wiele przeszlismy, ale wszystko jakos powoli sie ulozyloz biegiem czasu, wiec trzeba sie koncentrowac na tym co pozytywne. Problemy z papierami Randyego, jego paszportem, wiza, potem nasz slub we Francji, kolejne problemy z wiza, kolejne problemy z paszportem, pewne problemy z trasportem do Polski, ale w koncu nasze wspolne swieta w Polsce, z rodzina :) Bilans wychodzi na plus ;)
Pierwszy dzien w pracy od kiedy wrocilam z Polski i strasznie ciezko jest mi sie przestawic na londynski tryb zycia, a przeciez nie bylo mnie zaledwie dwa tygodnie. No, ale czlowiek bardzo latwo przyzwyczaja sie do wygodnictwa...
Swieta minely wspaniale; po raz pierwszy z rodzina od przynajmniej osmiu lat i to na dodatek z Randym- jego pierwszy pobyt w kraju. Zapowiadalo sie nieciekawie ze wzgledu na warunki pogodowe, wiele lotow odwolanych, lotniska pozamykane, ale jakims cudem nam sie udalo- Randyemu co prawda z kilkugodzinnym opoznieniem, ale mnie poszlo bezproblemowo :) Smiesznie by bylo, gdyby sie okazalo, ze Randy dolecial a ja nie- jego pierwszy pobyt w Polsce beze mnie, z moja rodzina i to w dodatu w Swieta Bozego Narodzenia. Nalezy jeszcze dodac, ze to bylo moje pierwsze spotkane z mezem od czasu naszego slubu (sierpien 2010), wiec dosc dlugo oczekiwane...
Spotkanie z moja najlepsza przyjaciolka i jej mezem, moja chrzesnica, a jej corka, kolezanka z liceum (Agnieszka) i jej chlopakiem (Konradem); moim sasiadem i odwiecznym kumplem Piotrkiem (ktory, nota bene, sie zeni w czerwcu tego roku- cala nasza trojka ma slub w tym samym roku- ja, moj brat i Piotrek ;). Maly wypad na narty (dwukrotnie), gdzie musze przyznac zrobilam male postepy ;)- wszystko to sprawilo, ze spedzilismy niezapomniane chwile.
Wyjazd byl trudny i nie obylo sie bez kilku lez, nawet Randy sie troszke rozkleil....
Wylecielismy z tego samego lotniska, prawie o tej samej godzinie, z tym ze znowu w dwoch, roznych kierunkach- ja do Londynu, Randy do Paryza.... Cale szczescie juz niedlugo moj maz bedzie mogl do mnie dolaczyc, bo juz 16 stycznia- nie moge sie doczekac! A na razie czekam na wieczor, Psotke, ktora jade odebrac i na moje lozko... Bede spac jak niemowle ;)
Do nastepnego postu. Postaram sie wkrotce wrzucic jakies zdjecia ze Swiat.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!!
xx
No comments:
Post a Comment